Czytając jeden artykuł sprzed lat, którego autorem był o. Franciszek Małaczyński OSB, zaskoczony byłem wnioskiem, jaki świętej pamięci już liturgista wyciągnął.
Chodzi o artykuł pt. "Polskie księgi liturgiczne", który znalazł się w pracy zbiorowej pt. "Euntes Docete" wydanej w Krakowie w 1993 roku z okazj 25-cio lecia Instytutu Liturgicznego na Wydziale Teologicznym Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie.
Oto wspomniany wniosek: "Pokolenie soborowe, które dokonało spolszczenia ksiąg liturgicznych, dobrze się zasłużyło Kościołowi w Polsce. Wprowadzenie języków żywych do liturgii Kościoła zachodniego stanowi początek formowania się nowych obrządków. Następne pokolenia staną przed zadaniem doskonalenia tekstów i melodii, aby obrządek rzymsko-polski pomagał Polakom w dążeniu do zbawienia".
O. Małaczyński w wydaje się pełnym zastosowaniu języków narodowych w liturgii upatruje wytworzenie się nowych rytów, co de facto byłoby (jest?) powrotem do czasów sprzed Soboru Trydenckiego, kiedy to niemal każdy Kościół lokalny posiadał własne księgi liturgiczne. Taki pluralizm liturgiczny niemal całkowicie niwelowałby potrzebę wydania Mszału Rzymskiego, który obowiązywałby dla całego Kościoła (z wyjątkami, np. w Mediolanie - jak to jest dzisiaj). Co wtedy z postulatem jedności liturgicznej ojca ruchu liturgicznego, Dom Prosper Guérangera, który walczył o to, by Kościół francuski przyjął rzymskie księgi liuturgiczne (wreszcie)?
W tych moich tutaj dywagacjach nie chcę już zbytnio poruszać kwestii łaciny, którą ostatni Sobór uznał za język Kościoła, a którego słowa stoją w większej, bądź mniejszej sprzeczności z działaniami podejmowanymi już po zakończeniu tegoż Soboru. Dlaczego jednak poruszam tę kwestię? Ponieważ pluralizm językowy w liturgii stanowi w dużym stopniu o pluraliźmie liturgicznym: bo chyba każdy Kościół lokalny (jeśli chodzi o państwa) ma swoje własne księgi liturgiczne, dostosowane do lokalnych warunków (na co pozwala m. in. IGMR w pewnych kwestiach Konferencjom Episkopatu). W tym miejscu stykają się ze sobą niejako dwie wizje: a) pluralizm liturgiczny stawia znak zapytania nad jednością Kościoła, a nawet może być jej przeciwny; b) pluralizm liturgiczny jest wyrazem powszechności Kościoła, do którego należą ludzie różnych kultur etc. Podobnie: jednym z najczęstszych argumentów za łaciną w Kościele i jednym Mszałem Rzymskim bez możliwości adaptacji niektórych kwestii do warunków lokalnych jest właśnie jedność Kościoła (gdziekolwiek by się człowiek nie znalazł, tam Msza zawsze tak samoby się odprawiała i obecnie w przypadku formy nadzwyczajnej rytu rzymskiego tak jest).
Jest jeszcze pytanie: czy jest jakaś granica pluralizmu liturgicznego, za którą można by postawić tabliczkę z napisem "chaos" (albo łagodniej: "wielość"), a przed którą możnaby postawić podobną tabliczkę z napisem "jedność"?
W tym miejscu zacytuję słowa z referatu Davida Ventury: "Być może w przyszłości obydwie formy rytu rzymskiego staną się jedną – Papież bierze pod uwagę taką ewentualność. Nawet gdyby jednak do tego nie doszło, wiele wypowiedzi Ojca Świętego z lat ubiegłych i obecnych świadczy o tym, że pewien pluralizm liturgiczny jest jak najbardziej wskazany – pod warunkiem, że nie cierpiałaby na tym jedność rytu. W rzeczywistości, w rycie łacińskim zawsze dopuszczalna była taka różnorodność: “Przed Soborem Trydenckim Kościół dopuszczał, by w jego łonie była pewna różnorodność liturgii i rytów. Ojcowie Soboru Trydenckiego narzucili całemu Kościołowi liturgię Rzymu, z liturgii zachodnich ocalając jako pełnoprawne tylko te elementy, które trwały ponad dwa wieki. Na przykład ryt ambrozjański w diecezji Mediolanu. Jeżeli miałoby to służyć ożywieniu religijności niektórych wierzących, poszanowaniu pobożności jakichś kręgów katolickich – to byłbym zadowolony z powrotu pluralizmu liturgicznego.” ("Raport o stanie wiary")". Warto także sięgnąć do autobografii kard. Ratzingera, gdzie także wspomina on o pluralizmie liturgicznym pisząc o reformie liturgicznej.
Jeśli chodzi jeszcze o kwestię pluralizmu wewnątrz samego rytu rzymskiego bardzo interesująco przedstawia się głośna niegdyś jego kwestia w ramach Bractwa Kapłańskiego św. Piotra.
Powracając znowu do sedna tematu: wiadomo, że o. Małaczyński był tłumaczem wielu ksiąg liturgicznych na język polski (o czym pisał swego czasu na swoim blogu o. Maciej Zachara MIC). Czy więc dobrze odczytałem jego wniosek? Albo inaczej: jak należy odczytywać więc jego wniosek, zacytowany wyżej? Sam temat pluralizmu liturgicznego jest, jak wiele innych, bardzo szeroki i kontrowersyjny, szczególnie w obecnych czasach (o czym świadczy historia Bractwa św. Piotra, o której nieco wyżej napomknąłem). I na tym stwierdzeniu zakończę ten przydługawy wpis.
Bartłomiej K. J. Krzych
Młody miłośnik liturgii. Pasjonat (ale nie znawca) ceremonii świętych. Redaktor Nowego Ruchu Liturgicznego, dziennikarz Liturgisty i członekzałogi Alcuinus. Członek Duszpasterstwa Tradycji Łacińskiej w Diecezji Rzeszowskiej.
Bardziej prywatnie tegoroczny maturzysta Zespołu Szkół Technicznych nr 9 w Rzeszowie.